-Naprawdę musimy już wracać do tego zakorkowanego, cholernego LA?! - pytałam bardzo zdenerwowana po tym, jak zaraz po zejściu do jadalni mama przekazała, że czas się pakować i wracać - Nawet nie byliśmy tu dnia!
- Anastazjo. Tata dostał wezwanie w pracy i ma się tam wstawić jak najszybciej. - popatrzyła na mnie poirytowana kłótnią - Nie masz w tej chwili nic do gadania. Mam dość słuchania twoich ciągłych wrzasków. - Chyba zapomniałam dodać, że kłóciłyśmy się już od pół godziny.
- Ale to nie fair! Miałam iść dzisiaj z Michaelem i Madison - którzy uciekli jak tylko zauważyli, że cokolwiek powiedzą to i tak nic nie wskórają - na grilla z ich znajomymi! Nie byliśmy tu nawet dwudziestu czterech godzin!
- Ale to nie od nas zależy. - powiedziała twardo - A jeśli zaraz nie pójdziesz się spakować to zabieram ci motor i prędzej ci skrzydła wyrosną, niż dotkniesz broni.
- Muszę ci mówić, że to nie sprawiedliwe, czy do cholery, jako "wzorowa" matka sama zauważyłaś?
- Nie mów tak przymnie i albo się ruszysz z miejsca, albo twój motor będzie sprzedany. - Nie... chyba tego nie powiedziała! A może? Przegięła.
Naplułam jej pod nogi, powiedziałam "chrzań się" i poszłam do pokoju Madison, w którym obecnie urzędowała razem ze mną. W furii wrzucałam swoje rzeczy do plecaka by po chwili zejść na dół gdzie czekał na mnie tata i rodzina wujka Noah. Po kolei się ze wszystkimi żegnałam, podczas kiedy tata patrzył na mnie z naganą. Ups...
Na końcu przytulił mnie Michael. Nie trwała to trochę zbyt długo? Rozumiem, że dopiero najszybciej za rok się zobaczymy, ale ile można?
- Wracaj szybko Jerry. - powiedział wujek klepiąc tatę po plecach.
Tata coś odpowiedział, ale nie dosłyszałam tego bo byłam już przy aucie. Usiadłam na tylne siedzenie, obrzucając mamę na fotelu kierowcy, tylko małym spojrzeniem. Wyglądała marnie... pojawiły się małe wyrzuty sumienia. Otwierałam już usta, żeby przeprosić, kiedy na mnie spojrzała.
- Nie odzywaj się w tej chwili do mnie. - powiedziała ostro.
Cóż... małe wyrzuty ledwie przekroczyły próg mojego umysłu, ale przypomniały sobie, że mają ważniejsze rzeczy do zrobienia i zwróciły. Zdarza się.
Tata wsiadł do auta, a mama ruszyła. Patrzyłam na machającą nam rodzinę. Szkoda, że musieliśmy tak wcześnie wracać. A to wszystko przez nich.
Droga upływała nam w tempie takim, że ślimak to przy niej Formuła 1, a cisza panującą od godziny, jeszcze potęgowała ten efekt. Kiedy już nie mogłam wytrzymać, sięgnęłam po telefon, żeby posłuchać mojej kochanej skrzypaczki, ale powstrzymał mnie głos mamy.
- Anastazjo. Tata dostał wezwanie w pracy i ma się tam wstawić jak najszybciej. - popatrzyła na mnie poirytowana kłótnią - Nie masz w tej chwili nic do gadania. Mam dość słuchania twoich ciągłych wrzasków. - Chyba zapomniałam dodać, że kłóciłyśmy się już od pół godziny.
- Ale to nie fair! Miałam iść dzisiaj z Michaelem i Madison - którzy uciekli jak tylko zauważyli, że cokolwiek powiedzą to i tak nic nie wskórają - na grilla z ich znajomymi! Nie byliśmy tu nawet dwudziestu czterech godzin!
- Ale to nie od nas zależy. - powiedziała twardo - A jeśli zaraz nie pójdziesz się spakować to zabieram ci motor i prędzej ci skrzydła wyrosną, niż dotkniesz broni.
- Muszę ci mówić, że to nie sprawiedliwe, czy do cholery, jako "wzorowa" matka sama zauważyłaś?
- Nie mów tak przymnie i albo się ruszysz z miejsca, albo twój motor będzie sprzedany. - Nie... chyba tego nie powiedziała! A może? Przegięła.
Naplułam jej pod nogi, powiedziałam "chrzań się" i poszłam do pokoju Madison, w którym obecnie urzędowała razem ze mną. W furii wrzucałam swoje rzeczy do plecaka by po chwili zejść na dół gdzie czekał na mnie tata i rodzina wujka Noah. Po kolei się ze wszystkimi żegnałam, podczas kiedy tata patrzył na mnie z naganą. Ups...
Na końcu przytulił mnie Michael. Nie trwała to trochę zbyt długo? Rozumiem, że dopiero najszybciej za rok się zobaczymy, ale ile można?
- Wracaj szybko Jerry. - powiedział wujek klepiąc tatę po plecach.
Tata coś odpowiedział, ale nie dosłyszałam tego bo byłam już przy aucie. Usiadłam na tylne siedzenie, obrzucając mamę na fotelu kierowcy, tylko małym spojrzeniem. Wyglądała marnie... pojawiły się małe wyrzuty sumienia. Otwierałam już usta, żeby przeprosić, kiedy na mnie spojrzała.
- Nie odzywaj się w tej chwili do mnie. - powiedziała ostro.
Cóż... małe wyrzuty ledwie przekroczyły próg mojego umysłu, ale przypomniały sobie, że mają ważniejsze rzeczy do zrobienia i zwróciły. Zdarza się.
Tata wsiadł do auta, a mama ruszyła. Patrzyłam na machającą nam rodzinę. Szkoda, że musieliśmy tak wcześnie wracać. A to wszystko przez nich.
Droga upływała nam w tempie takim, że ślimak to przy niej Formuła 1, a cisza panującą od godziny, jeszcze potęgowała ten efekt. Kiedy już nie mogłam wytrzymać, sięgnęłam po telefon, żeby posłuchać mojej kochanej skrzypaczki, ale powstrzymał mnie głos mamy.
- Nie możesz się tak zachowywać. - zwróciła się do mnie - Wiesz, że daleko tak nie zajdziesz, a i tak jesteś uparcie przekanana we własnej krzywdzie.
- Tak. Bo zmienianie cudzych planów jast w porządku. Prawda? - powiedziałam z kpiącym uśmieszkiem.
- Casami trzeba.
Nie wiem co mnie pokusiło, ale musiałam to powiedzieć.
- Okłamywanie też jest okey?! - nie chciała mówić dalej, ale mimo to nie mogłam przestać - To może powiesz nam wszystkim kto to jest Meliorn?!
Rodzice popatrzyli zszokowani na mnie odwracając wzrok od drogi.
- Skąd wiesz?! - zapytała ostro w tym samym momencie, kiedy tata zwrócił się do niej:
- O czym ona mówi?
Poczułam lekki triumf i dla podkreślenia następnych słów pochyliłam się z fotela.
- Nie mówiła ci tato? Nie mówiła ci, że raz w miesiącu w parku spotykała się z tym gościem?
- Ani słowa dalej! - ostrzegła mnie wybijając wzrok we mnie jak igły w akupunkturze.
- Bo? - przewróciłam oczami i spojrzałam na jezdnie. Ktoś, a raczej coś tam stało. Na prost przed nami. Krzyknęłam i pokazałam na to ręką - UWAŻAJ!
Rodzice się odwrócili... i wtedy rozpętało się piekło.
Mama krzyknęła. Wjechaliśmy w to coś. Na przedniej szybie rozprysły się kości, roztrzaskując ją. Próby odzyskania panowania nad autem. Moja matka, wrzeszcząca o tym, że hamulec nie działa. Świat zawirował. Poczułam szarpnięcie, a następnie przeszywający ból. Wszystko latało. Zaczęło robić się coraz ciemniej, aż w końcu całkiem pochłonęła mnie nicość.
~*~
Krzyk sprawił, że na chwilę wypłynęłam na powierzchnię. Ból pozbawił mnie zdolności widzenia. Podniosłam rękę do źródła i poczułam pod palcami coś ciepłego. Świat pogrążył się w ciszy.
~*~
Otwieram oczy i widzę nad sobą twarz. Nie rozpoznaje jej. Usta się otwierają, ale sens słów, które z nicb wylatują, nie dochodzą do mnie. Odwracam głowę i widzę rękę z obrączką wystającą z czegoś czarnego. Czuję,że chcę powiedzieć "nie", ale nie wiem czy mi się udaję, bo znów tracę ostrość świata.
~*~
Słyszę miarowe pikanie, ale nie wiem z czego dochodzi. Nie otwieram oczu - nie chcę tego robić. Jestem za słaba.
Czuję coś ciepłego na swojej ręce i słyszę jak ktoś szepcze. Trochę zajmuję zanim dostrajam się na rozumienie słów.
- Rozumiem, ale ile masz zamiar tu siedzieć? - powiedział głos, którego nie kojarzę.
- Dopóki się nie obudzi. To moja wina. - ten drugi głos był bliżej mnie. Brzmiał znajomo, jak... nie mogłam sobie przypomnieć.
Nawet jeśli była odpowiedź to już jej nie usłyszałam.
------------------------------------------------
HAHAHA... jak Wam się podobało to krótkie cóś? 3:)
Dowidziałam się od żony, że jestem brutalna... nie wiem o co jej chodziło xD
Jak zawszę dziękuję mej Czarnej :)
Sorki, że tak długo... ale szkoła była, a potem depresja... ;___;
3 kom i piszę dalej :D
+ można już komentować z anonima jeśli nie ma się konta :D
------------------------------------------------
HAHAHA... jak Wam się podobało to krótkie cóś? 3:)
Dowidziałam się od żony, że jestem brutalna... nie wiem o co jej chodziło xD
Jak zawszę dziękuję mej Czarnej :)
Sorki, że tak długo... ale szkoła była, a potem depresja... ;___;
3 kom i piszę dalej :D
+ można już komentować z anonima jeśli nie ma się konta :D
Aw.... świetne.
OdpowiedzUsuńSzkoda że krótkie.
Chce dalej.
Życze weny.
Wierna czytelniczka ~Calla
Nie mogę doczekać się następnego rozdziału, a ten był świetny
OdpowiedzUsuńSuper. Czekam na kolejny
OdpowiedzUsuń