playlist

czwartek, 8 maja 2014

Rozdział 2

  Powoli zbudziłam się z zamazanego snu. Kiedy tylko otworzyłam oczy, od razu je zamknęłam.
  O Boże... ale jasno... nie chcę w stawać... głowa mnie boli... bardzo, bardzo boli... a tam jest tak jasno... jeszcze bardziej boli... - marudziłam w myślach jeszcze długi czas - chwila. Dlaczego mnie boli głowa?
  Phil! 
  Usiadłam błyskawicznie wywołując kolejną falę bólu, zignorowałam ją na tyle ile się dało i zaczęłam szukać ręką telefonu by dowiedzieć się co się wczoraj stało. Ostatnie co pamiętam (mniej więcej) to to, że poszłam szukać swojego chłopaka, a potem... potem nic. Pustka.
  Zero więcej ćpania! Moja pamięć przypomina ser szwajcarski.
  Kiedy nie wyczułam telefonu, rozejrzałam się dokładnie i...
  - Osz (przekleństwo, którego tu nie napiszę xd) ! Gdzie ja do cholery jestem?! - krzyknęłam.
  Siedziałam na wielkim łóżku w pokoju, który pierwsze raz widziałam na oczy. Może to byłam w pokoju Phila? O nie! Szybko spojrzałam w dół, na swoje ubrania... były na swoim miejscu. Miło było wiedzieć, że nie wykorzystał okazji, mojej nieświadomości.
  Przyjrzałam się dokładniej wystrojowi. Wystarczyło tylko zerknąłam dokładniej, a szansę na to, że byłam u swojego chłopaka gwałtownie zmalały. Pokój był elegancki, ale w jakimś sensie mówił, że jednak należy do chłopaka... nie to, żeby wisiał jakieś plakaty ulubionych drużyn sportowych, co to to nie. Pomieszczenie było urządzone kolorach ziemi z nutą prosto z Azji. Wielkie, rozsuwane drzwi balkonowe, ukazywały widok pięknej plaży, a obok nich leżały skrzypce... 
  On i muzyka klasyczna? - prychnęłam w duchu - Lepszego suchara jeszcze nie słyszałam. Prędzej zatańczę z wróżkami. Mimo to, chyba spróbować nie zaszkodzi...
   - Phil! - krzyknęłam.
  Nie doleciała do mnie żadna odpowiedź, tylko stukot naczyń. Powoli wstałam i ostrożnie ruszyłam za tym odgłosem, który jak się okazało pochodził z kuchni. Stał tam chłopak nad kuchenką mieszając w garnku, jak tylko przeszła przez próg odwrócił się i uśmiechnął. Znałam go, to był...
   - Jem - dokończyłam cicho na głos, zmywając uśmiech z jego twarzy. Cały zesztywniał.
  - Skąd wiesz jak mam na imię? - zapytał ostrożnie zabierając garnek z - jak zauważyłam - jajkami z płyty grzewczej.
  Ale się wkopałam... przecież nie wyznam mu "Jak byłam na plaży, usłyszałam jak zerwała z tobą tamta dziewczyna", może i nie uchodzą za najtaktowniejszą, ale nie mogłam tego powiedzieć. Postanowiłam skłamać.
  - Wydaje mi się, że gdzieś cie już widziałam... nie pamiętam kiedy, ani w jakich okolicznościach niestety - kłamstwo pozostawało gorzki smak w mych ustach. Na jego twarzy zobaczymy cień podejrzliwości, więc szybko zmieniłam temat starając się dowiedzieć tego co chciałam. - Jak się tu znalazłam?
Widocznie był zmieszamy.
  - Przyniosłem cię tu. - już miałam zapytać dlaczego, ale on mnie uprzedził - Nie pytaj, bo nie uwierzysz i tak.
  - Spróbuj - miałam nadzieję, że nie był żadnym psychopatą, odurzającym dziewczyny i porywającym je do swojego domu.
  Na jego twarzy dostrzegłam cień zdenerwowania. Chwilę milczał, po czym pokręcił głową i spojrzał mi prosto w oczy.
  - Wierzysz w magię?
  A co to ma do rzeczy? Gobliny mnie chciały dorwać, czy co?
 - Nie... tak... może... nie wiem! Czy to ważne? - spytałam zirytowana
 - Nawet bardzo. - coś mi mówiło, że nie żartuje.Chyba chciał skończyć ten temat jak najszybciej.  - Dam ci coś do jedzenia, żebyś nie była głodna.
 Zaczął robić kanapki z jajkiem, a ja w tym czasie mogłam mu się uważniej przyjrzeć. Miał na swoim chudym, ale silnym ciele poznaczonym jakimiś dziwnymi tatuażami, jeansy i białą koszulę rozpiętą u góry, był boso, rysy jego twarzy były bez wątpienia Azjatyckie (to tłumaczyłoby wystrój pokoju), oczy miał tak ciemne, że prawie czarne, tak samo jak jak lśniące włosy. Był delikatny. Piękny. Cudowny.
 Tak pochłonęło mnie, podziwianie go, że nie zauważyłam kiedy postawił przede mną talerz z jedzeniem, spoglądając na mnie łagodnie.
  - Nic nie zjem póki się nie dowiem o co tu chodzi - dla podkreślenia swojej stanowczości, skrzyżowałam ręce na piersi. On uważnie mi się chwilę przyglądał, po czym westchnął ciężko. Wygrałam.
  - Włosy z natury masz turkusowe czy to farba? - tym pytaniem wytrącił mnie z torów. Myślałam, że mi powie w końcu to co chcę, a zapytał o włosy, czy są naturalne... to było dziwne, przecież nikt nie ma turkusowych włosów tak po prostu, choć ja byłam wyjątkiem.
  - Tak.
 - A oczy? - one miały kolor ciemnej, głębokiej (prawie jaskrawiej) zieleni.
 - Też. - a kiedy na jego twarzy pojawiło się zainteresowanie wytłumaczyłam -  Zabrzmi to głupio, ale we wakacje, pięć lat temu, mój wygląd zaczął się po prostu zmieniać. Na początki schudłam gwałtowanie, potem zrobiłam się z opalonej blada, oczy z niebieskich stały się takie jak są teraz, tak samo jak włosy. Po dwóch tygodniach wyglądałam już jak nie ja. To brzmi bez sensu... a w ogóle co cie to obchodzi? - zakończyłam ostro, kiedy zdałam sobie sprawę o tym co mu powiedziałam, nikt dotąd o tym nie wiedział, albo nie wierzył (tu przypadek rodziców, oni twierdzili, że się zbuntowałam i głodziłam).
  - Dobrze, powiem ci. - wyglądał, jakby padła ostatnia deska ratunku i nie miał wyboru. - Ten twój chłopak, z którym byłaś...
  - Phil - przerwałam.
  - Wybacz. No więc Phil, nie był tym za kogo się podawał. Był demonem... - już miałam się wtrącić kiedy powiedział - proszę, nie przerywaj, trudno to wytłumaczyć już bez tego.  - to mi zamknęło buzię - On potrafił się zmieniać w człowieka, tak jak inne potężne demony. Tak naprawdę nazywał się Mastema. To co zobaczyłaś było jedną z jego form bojowych, że tak się wyrażę.  Zabił jednego z naszych, który na niego polował, ale pierwotnym celem byłaś ty, Anastazjo - czyli znał moje imię? Cudnie - ten demon uwielbia krew fearie, która płynie w twoich żyłach... jest mściwy, a ten gatunek kiedyś mi się naprzykrzył. Próbował cię dopaść, ale w ostatniej chwili go odesłałem tam gdzie trzeba - zamilkł, a mnie wspomnienia nocy zaczęły zalewać pełną mocą. Krew. Ciało... Potwór.
  - Mogę o coś zapytać? - kiwnął głową - jakto " zabił jednego z naszych"? I czemu mówisz, że we mnie płynie krew jakiś wróżek?
  - Zacznijmy od wstępu do tego wszystkiego... nie będę ci dyktował historii, bo i tak możesz nie zrozumieć, wszystkiego. Na ziemi są cztery rodzaje istot, demony, pierwsi to Podziemni: czarownicy, czyli dzieci demonów i ludzi; feaire, mają w sobie krew aniołów, od których odziedziczył wygląd i demonów, po których mają charakter; a reszta to zarażeni demonicznymi wirusami, czyli wilkołaki i wampiry. Druga grupa, to Przyziemni, czyli normalni ludzie. Pozostała jedna grupa - z krwią anioła, tacy jak ja, Nefilim, lub jak my siebie nazywamy: Nocni Łowcy, naszym zadaniem jest zabijanie demonów, lub Podziemnych jeśli ci złamią Przymierze... a w sumie już nie wszystkich, od 2007 roku możemy zabijać tylko fearie, bo były zdrajcami i sprzymierzyli się z demonami, w walce o której wasz świat nie ma pojęcia. Na pierwsze pytanie odpowiedziałem. A drugie - możesz, mieć krew fearie w spadku po wielu latach... czasami nawet po pięciu stuleciach pojawia się nagle efekt tego dziedzictwa. To tłumaczy twój wygląd, w czasie dojrzewania krew, którą otrzymałaś w spadku doszła do głosu... zapomniałem jeszcze o jednej rzeczy. Masz Wzrok... to znaczy, że możesz widzieć Świat Cieni przez czaru, które go chronią przed spojrzeniami zwykłego człowieka... to niezwykłe... od dawna nie pojawił się człowiek ze Wzrokiem, nawet jeśli miał w sobie krew fearie. Znałem jednych z ostatnich.
  - To ile to masz lat? - zapytałam zdziwiona i przeciążona tą wielką dawką informacji.
  - To długa historia. - na  pięknych ustach Jema pojawił się cień uśmiechu. - a teraz zjedz.
  ~*~
  Kiedy tylko zostałam odwieziona pod dom, od razu zaczęłam mówić Jemowi, żeby odjechał, bo inaczej będziemy mieli problemy. On się jednak uparł, że nie zostawi mnie i kiedy tylko rodzice zrobili najazd na mnie on mnie gładko wytłumaczył... coś o tym, że jest moim kolegą z klasy i nie wiem co jeszcze - o dziwo uwierzyli! Przecież on wygląda na dwadzieścia trzy/cztery lata! Jeszcze obeszło się bez szlabanu... tylko nagana. Widać było, że urok chłopaka na nich zadziałam.
 - Zobaczymy się za niedługo. Do widzenia państwu - powiedział do moich rodziców i odjechał.
Przez cały czas mama trajkotała jak najęta, gdzie go znalazłam i jak dobrze, że nie jestem już z Philem, a tata sprawiał wrażenie nachmurzonego. Przecież dopiero co człowieka poznałam, a oni wyobrażają sobie nie wiadomo co! Ale cieszyłam się, że myślą, że nie jestem z Philem... Mastemem... czy jako on tam ma - wolałam to, niż żeby wiedzieli, że demon chciał mnie pożreć.
  Wieczorem ( który nastał stanowczo zbyt szybko) do snu ukołysały mnie wizję pięknego azjatyckiego wojownika, walczącego z całą armią demonów.
____________________________________________
Wiem, że strasznie długie, ale nie umiałam tego streścić :D
Czekam na komy z opinią ;)
I jak zawszę dziękuję mojej żonie - Czarnej, bez niej nie byłoby tu połowy :D
i wybaczcie błędy, ale nie chciało mi się już ich poprawiać :C