Żyłam na granicy jawy i
snu. To było jak topienie się w mętniej wodzie - kiedy się zanurzałam
wszystko było zniekształcone i głuche, ale raz na jakiś czas walczyłam
by wypłynąć, by nabrać powietrza i choć zaczęły dochodzić do człowieka
pewne bodźce, takie jak: światło, zapach, dźwięk, to wkrótce i tak
schodziłam znowu na dno, w wir złudzeń. I tak wyglądała moja walka...
ale nie musiałam wypływać na powierzchnię - nawet nie wiem czy chciałam.
Podobało mi się tak jak było - wszechobecne cienie, nikły blask,
niewielkie ślady dawnej przeszłości i wspomnień - ponieważ tak było
łatwiej.
~*~
- Wiesz za ile się obudzi? - usłyszałam zniekształcony głos, dochodzący jak zza ściany.
- Nie jesteś jej rodziną, niestety nie mogę udzielić ci tej informacji. - odezwał się ktoś inny. Chyba kobieta.
- Czy nie widzisz, że puki co to jestem tutaj jedyną żywą i sprawną osobą, którą obchodzi co się z nią dzieje?
-
Przykro mi. - nastała przerwa - Podobno można wzbudzić człowieka ze
śpiączki, mówiąc do niego w sposób, którym wymusi się pobudkę. Możesz
spróbować, jeśli tak ci zależy.
- Spróbuję, spróbuję. Muszę, jeśli to tylko pomoże. To moja wina. - poczułam palce zaciskające się na moich.
-
W takich sytuacjach, trudno doszukać się winy. Nie obwiniaj się. Nie
żyjesz od wczoraj i zważywszy na twoją przyszłość to sam musiałeś to
kiedyś powiedzieć.
Zabrzmiał odgłos, który od biedy, można było wziąć za śmiech.
-
Masz rację. Ironia losy, nieprawdaż? Pewna osoba umiałaby to dobrze
skomentować. - smutek który usłyszałam, przysłonił mój podwodny świat
jak ciemna chmura.
~*~
Chciałam przebywać w tym nieprawdziwym świcie całą wieczność, ale - jak zawsze - nie dostałam tego czego chciałam. Z tego momentu pamiętam tylko głośny chuk, a w następnym momencie już siedziałam. Poczułam ostre zawroty głowy. Kiedy jej dotknęłam, poczułam jeszcze większy ból w zgięciu łokcia. Przeklnęłam soczyście i spojrzałam na źródło bólu.
Co do cholery, robi tutaj wenflon?! Dopiero teraz rozejrzałam po otoczeniu.
Leżę w strasznie niewygodnym łóżku, a obok mam wielkie pikające ustrojstwo. Dwoje drzwi, okno, krzesło, mała szafeczka z szufladą, na niej bukiet kwiatów, ohydne biało niebieskie ściany, a na jednej z nich lustro, dokładnie na prze... Co to k**** ma być?!
Patrzyłam prosto na siebie... chyba siebie. Jeśli to coś w lustrze było rzeczywiście mną. Było napuchnięte, całe w szwach, bandażach i siniakach. Spojrzałam jeszcze raz na swoje ręce, ale kiedy się zgięłam szyję poczułam jeszcze większy ból.
Krzyknęłam.
Nie musiałam czekać ani sekundy, by do pokoju wpadła pielęgniarka.
- Boże! W końcu się obudziłaś. - powiedziałam dopadając do tego woreczka z płynem, który ląduje w mojej krwi. - Zwiększam ci dawkę morfiny. - powiedziała majstrując przy tym czymś. Kiedy skończyła odwróciła się w moją stronę z uśmiechem. - Leż i się nie ruszaj. Idę po doktora. Lek za chwilę zacznie działać.
Po tych słowach wyszła.
Nie minęło pięć minut, kiedy drzwi z powrotem się otworzyły, tym razem stał w nich starszy mężczyzna koło pięćdziesiątki - przedstawiał się jako doktor Hans Greene.
- Nawet nie wiesz jak się ucieszono, kiedy oddział się dowiedział, że się obudziłaś, myśleliśmy, że będziesz spać...
- Panie doktorze, ile ja spałam? - przerwałam mu.
Spojrzał na mnie z zaciekawieniem, zanim w końcu odpowiedział.
- Pięć dni.
Ile?! Chciałam zapytać, ale nie dałam rady, bo zakręciło mi się w głowie i zwymiotowałam.
- Muszę cię przebadać. Mam nadzieję, że nie masz nic przeciwko.
- Ależ oczywiście. - powiedziałam przez zaciśnięte gardło.
Przez następne pół godziny świecił mi lampką w oczy, zadawał różne pytania typu "Pamiętasz jak się nazywasz?", "Ile widzisz palców?", stukał młotkiem w moje biedne ciało i robił inne dziwne rzeczy, zapisując wyniki w jakimś notesie. Dowiedziałam się, że mam liczne obrażenia, lecz "nic bardzo poważnego"... to pewnie dlatego wyglądałam jak potwór Frankensteina, przed ożywieniem.
- A pamiętasz jak się tu znalazłaś? - zapytał posyłając mi zagadkowe pytanie. Musiałam się poważnie zastanowić. To było jak chwytanie obłoku dymu kadzidełka - kiedy wydawało ci się, że już go masz zaciskałaś dłoń, a on rozpływał się i uciekał.
- Nie. - powiedziałam po długiej przerwie.
Jego wzrok przyćmił smutek.
- A co ostatnie pamiętasz?
Znów zanurzyłam się w wspomnienia.
- Kładłam się spać w domu wujka Noah.
- Wujek Noah? - zainteresował się tym faktem.
- Jest przyjacielem rodziny. - odpowiedziałam.
- Mogła byś mi podać jego telefon?
- Jasne. - kiedy lekarz go zanotował zapytałam:
- Jak znalazłam się w szpitalu?
Wyglądał na zagubionego. Nie wiem jak długo trwała cisza.
- Eee... miałaś wypadek. - powiedział w końcu. Już miałam go zapytać jaki, kiedy zabrzmiał jego telefon.
- Wybacz na chwilę. - odebrał z typowym "Halo?" i słuchał. Kiedy się rozłączył wyglądał na zmartwionego.
- Muszę iść, ale późnej przyjdzie do ciebie któraś z pielęgniarek. Do zobaczenia.
Po tych słowach wypadł na korytarz z prędkością tornada.
Nie musiałam długo czekać. Po chwili drzwi się otworzyły i weszła przez nie ta sama pielęgniarka, którą zobaczyłam jako pierwszą po przebudzeniu.
- Mam na nazwisko Loss i jestem twoją pielęgniarką. - przedstawiła się, uśmiechając do mnie ciepło i poinformowała mnie:
- Za godzinę przyjdzie do ciebie pani psycholog.
- Psycholog? - zapytałam zdenerwowana - Po co?
Zawahała się, prawdopodobnie myśląc o tym jak mi coś powiedzieć.
- Żeby z tobą porozmawiać o pewnych rzeczach. - było słychać wahanie i napięcie. - Mam ci podać leki, na sen żebyś trochę odpoczęła.
- Nie spałam właśnie pięć dni? - aha... uznajemy, że to całkiem normalne...
- To zalecenie doktora - uśmiecha się przeprasząjaco, przez chwilę mi się wydaję, że widzę błysk... współczucia i żalu.
Chcę zaprotestować, ale ona już wbiła mi już igłę w ramię.
CHCĘ WIEDZIEĆ, CO SIĘ DO K***Y NĘDZY DZIEJE! chciałam krzyknąć, ale mój język był jak z waty.
Poczułam jak woda, znów mnie zalewa, ciągnąc na ciemne dno.
Ale ja tylko chcę wiedzieć co się stało...
Chcę wiedzieć...
- Chcę wiedzieć...
Chcę...
Chcę...
- Przykro mi Anastazjo...
___________________________
Strasznie krótki, wiem :D
Co sądzicie ? :)
4 komy i jedziemy dalej ! :3
PS: Pamiętajcie, że można już hejtować moje wypociny z anonima xD
Tym razem dedykuje ten rozdział, także Calli, która cierpliwie czekała :*
nie zabijcie mnie za błędy... :C
___________________________
Strasznie krótki, wiem :D
Co sądzicie ? :)
4 komy i jedziemy dalej ! :3
PS: Pamiętajcie, że można już hejtować moje wypociny z anonima xD
Tym razem dedykuje ten rozdział, także Calli, która cierpliwie czekała :*
nie zabijcie mnie za błędy... :C
