playlist

środa, 11 czerwca 2014

Rozdział 3

  Cienie poruszały się gwałtownie po ciemnym, szarym niebie. On stał w centrum świata. Czarna krew lała się rzekami. Toksyczna krew demonów. Krzyki. Wycie. Wszystko zlewało się w jedno. A on tam stał i walczył ze złem,  posyłając śmierć wrogom. Obróciłam się i zobaczyłam ich. Rodzice w łapach potworów, które pochłaniały moich najbliższych. Krzyczałam bezradna, a wojownik się obrócił. Na jego twarzy tańczył ból. Był cały we krwii. . . swojej własnej.  Patrzyłam jak pada na kolana, a zaraz potem nieruchomieje martwy, jak moi rodzice.
  Obudziłam się z krzykiem.
  Znowu to samo. . . Krew, demony, śmierć.
  Od dwóch miesięcy mam ten sam sen, bez żadnych zmian. Za każdym razem muszę patrzeć, jak moich najbliższych pochłaniają te bestie. Boże... ta cała sytuacja z demonem zniszczyła mi psychikę.
  Starałam się uspokoić serce, ale w rodzice - głównie mama - wparowali do mojego pokoju z szybkością godną superbohatera, a drzwi otwarły się z takim hukiem, że aż prawię dostałam palpitacji. Moja rodzicielka w sekundę znalazła się przy łóżku tuląc mnie, a tata jak zwykle schował się za nią, czule mi się przyglądając.
  - Anastazja, co się stał? Czemu płaczesz? - spytała mama, a ja dopiero w tej chwili zauważyłam, że zanoszę się szloszem - Usłyszeliśmy krzyk, więc przybiegliśmy najszybciej jak się dało! Coś cię przeraziło? Miałaś zły sen?
  Z trudem kiwnęłam głową. Cały czas przed oczami przesuwały mi się obrazy ze snu. Mama kołysała się ze mną w tył i przód, a ja powoli zaczynałam się uspokajać.
  Wdech. Wydech. Wdech. Wydech... spokojnie.
  Kiedy już się opanowałam, mama uśmiechnęła się zatroskana.
  - Już dobrze, Anastazjo? - tata odezwał się po raz pierwszy tego dnia.
  - Tak. Dzięki. - odpowiedziałam słabo. 
  Mama pogłaskała mnie po turkusowych włosach. 
  - Będziemy z tatą w kuchni. Zrobić ci coś specjalnego na śniadanie? 
  - Wszystko dozwolone?  - zapytałam, a ona pokiwała głową. 
  Mimo woli na moich ustach pojawił się uśmiech.  Moja rodzicielka wyznawała zasadę "jedzenie na wszystko" i właśnie to mi było potrzebne. 
  - W takim razie proszę o wielką porcję naleśników z lodami. Proszęęę...
  - Eh... to wykorzystanie sytuacji. - powiedziała  karcąco, ale nadal z uśmiechem na ustach. 
  Kiedy wyszli, położyłam się na chwilę przy moich ukochanych utworach Lindsey Stirling. Podniosłam się po kilku minutach i zaczęłam się zbierać z dźwiękami Transcendance w tle.  Wygrzebałam z szafy czarne spodenki z ćwiekami, biały top i czerwono-czarną koszulę w kratę, zrobiłam standardowy makijaż, wyprostowałam i bardzo lekko natapirowałam włosy dla odmiany. Kiedy założyłam moje kochane, wiecznie cudowne trampki i stwierdziłam, że wyglądam ludzko... na tyle ile mogę, oczywiście. 
  W stole w jadalni czekał na mnie już talerz z masą słodkości, a w kuchni parzyła kawę nucąc swoją melodię - nie wiem skąd ją znała, ale było w niej coś hipnotycznego i nieraz ja też ją cicho podśpiewywałam.
  - Chcesz też? - zapytała kiedy weszłam.
  - Tak. Poproszę.  Mleko i dwie łyżeczki cukru. - skinieniem głowy, potwierdziła, że rozumie, a ja chwyciłam moje śniadanie i wyszłam z nim na taras, by zjeść patrząc słońce wschodzące nad Los Angeles.
  Nie wierzę, że wstałam przed świtem... przynajmniej mam naleśniki i lody. Zawsze to lepsze od kanapek z dżemem truskawkowym. . . Jem... krew... I znowu zaczęłam myśleć o koszmarze. A niech to! Momentalnie przeszła mi ochota na jedzenie.
  Przez kilka minut niechętnie patrzyłam na zawartość mojego talerza,  ale apetyt wziął górę. No bo kto by odmówił pysznym naleśnikom mojej mamy i lodom - co prawda trochę roztopionym, ale wciąż lodom?
   Kiedy skończyłam i zanosiłam talerz, mama się uśmiechnęła do mnie szeroko,  a tata chował się za kubkiem z kawy. 
  Oo... coś się dzieje. pomyślałam, a mama sekundę później oznajmiła z ekscytacją:
  - Mamy plan na dziś. Otóż... - miałam nadzieję, że to nie zakupy - jedziemy dzisiaj na do wujka Noah na farmę!
  - Serio?! - zaczęłam się uśmiechać tak szeroko,  że jeszcze trochę,  a twarz chyba pękłaby mi. 
   Wujek Noah, był w wieku dinozaura i nie byliśmy spokrewnieni nawet w najmniejszym stopniu, ale bardzo go lubiłam. Mieszka z wnukami w plus/minus moim wieku, córką Natalie, i żoną Caroline na wsi o nazwie,  której za nic nie umiałam wymówić mimo nauki angielskiego w Polsce i tu. Był miły i jak byłam mała zawsze dawał mi moje ulubione cukierki. Może tym razem też mi da?
  - Wracamy jutro wieczorem. Spakujesz się do godziny?- zapytał mnie tata, a ja w odpowiedzi kiwnęłam głową i wyleciałam do pokoju z szybkością, godną niejednego biegacza olimpijskiego. Bagaż miałam pełny już pary minutach, włożyłam tam wszystko co najważniejsze: ubrania i bieliznę na zmianę, piżamę, szczotki do włosów i zębów. 
  Chyba to wszystko - pomyślałam oceniając mój skromny bagaż. 
~*~
Po trzech godzinach jazdy samochodem w upale Kalifornii - podczas której mój sen trafił do zakamarków umysłu, tak jak każdego dnia przez ostatnie tygodnie - tata zaparkował auto pod żółtym domem z czarwonym dachem. Jak okiem sięgnąć z każdej strony ciągnął się gesty las, wiedziałam także,  że jeśli pójdzie się trochę dalej, to dojdzie się do niewielkiego, zapuszczonego jeziorka. Jak byłam mała pływałam w nim, ale wtedy mogłam taplać się we wszystkim. Koło domu na drzewie wisiała huśtawka, którą Noah zawiesił dla mnie i jego wnucząt jak miałam cztery lata, obecnie na niej huśtała się córka Natalie - Madison, a obok oparty o pień siedział i rozmawiał z nią, jej starszy brat, Michael.
  Michale był tak przystojny, jak jego Madison ładna... czyli  b a r d z o. Oboje mieli czarne włosy, fiołkowe oczy i bladą cerę, prawie w takim samym stopniu jak moja. Wnuk wujka Noah miał dwadzieścia lat, a jego siostra osiemnaście.
  - Hej wszystkim. - powiedziałam jak wysiadłam, a obie pary oczy zwróciły się w moją stronę. Rodzeństwo mnie chyba nie rozpoznało... ale co się dziwić skoro jak widzieli mnie po raz ostatni - dziesięć lat temu - wyglądałam normalnie. Podskoczyłam kiedy drzwi domu otwarły się z hukiem, a ze środka wyszedł starszy mężczyzna, a za nim jego żona i córka.
  - Jerry! Amy! Anastazja! Jak miło was widzieć!  - przywitał się wujek Noah szybko przemierzając drogę dzielącą dom od nas i ściskając tak, że płuca wyły o tlen. Przy mnie na koniec cofnął się odrobinę oceniając mnie z serdecznym uśmiechem - Hm... mała zmiana stylu?
  - Tak jakby wujku. - odwzajemniłam uśmiech.
  Później wyściskałam się z resztą rodziny. Michael patrzył na mnie dość... dziwnie, a Madison od razu zaczęła nawijać o tym jak się zmieniłam. To ona zawsze tyle gadała?
  Kiedy już, się rozpakowałam w pokoju, który miałam dzielić z wnuczką wujka, przyszedł do mnie Michael z szerokim uśmiechem.
  - Hej, chcesz iść za chwilę ze mną i z Mad nad jezioro? To za domem, pamiętasz je?
  - Pamiętam. Jasne, czemu nie? - zgodziłam się.
  - To za dziesięć minut na dole.
  Kiedy zeszłam już na mnie czekali, a po drodze omawialiśmy co się zmieniło w naszym życiu. Chłopak poszedł do koledżu, a jego siostra - tak jak ja - kończy za trzy miesiące liceum.
  Okazało się, że nad jeziorem ktoś wybudował pomost. Usiedliśmy na nim, a po jakimś czasie Michael wstał i oznajmił, że skoczy po coś do picia, co uznałyśmy za doskonały pomysł.
  - Ciekawe co się stało... - powiedziała Mad marszcząc brwi, kiedy kinęło dziesięć minut, a jej brat nie wrócił. - Pójdę sprawdzić czy wszytko w porządku, okej? - odeszła kiedy kiwnęłam głową.
   Po kilku sekundach zaczęło mi się nudzić i rozpoczęłam wędrówkę po pomoście w tą i  z powrotem. Nagle zatrzymałam się zauważając ludzki kształt na drugim brzegu. Kiedy przyjrzałam się lepiej, uświadomiłam sobie, że to stworzenie miało skrzydła i... patrzyło się prosto na mnie. Otworzyłam oczy w zdumieniu, a istota uśmiechnęła się szeroko.
 - Wracamy! - usłyszałam głos i prędko się odwróciłam przestraszona w stronę z której dochodził.
 - Chcecie, żebym odstała palpitacji? Nie podkradajcie się tak! - powiedziałam rodzeństwu, które w odpowiedzi się roześmiało.
 Odwróciłam się, by zerknąć jeszcze raz na tamtą tajemniczą istotę, ale nikogo, ani niczego już tam nie było.
  Może mi się przywidziało? pomyślałam.
___________________________________________
WIEM, ŻE MUSIELIŚCIE DŁUUUUGO CZEKAĆ! SORRY!
MEA CULPA!
Wena była na wykończeniu!
Przepraszam też za błędy, ale piszę to wieczorami kiedy mój mózg jest już wyprany przez szkołę :C
Ale mam nadzieje, że się Wam podobało :)
Napiszcie co sądzicie jeśli łaska  ( o rozdziale i nowym wyglądzie bo się napracowałam ! ) :3
I na koniec podziękowania dla mojej żony - Czarnej ! ♥

1 komentarz:

  1. Genialny rozdział. Chciałabym usłyszeć coś jeszcze o śnie, Michale (nwm czy dobrze napisałam imię) i tej tajemniczej postaci ze skrzydłami :)

    OdpowiedzUsuń