playlist

piątek, 25 kwietnia 2014

Prolog

   Patrzyłam beznamiętnie na kartony zagracające mi cały pokój... przydałoby się to ogarnąć... kiedyś tam. Jak na razie miałam w planach podenerwowanie nimi rodziców. Fajnie było jak się teraz denerwowali. To za karę za tą całą cholerną przeprowadzkę.
  Tydzień temu przeprowadziliśmy się z mojego kochanego Krakowa, do debilnego domu w Kalifornii. Wiem... która dziewczyna się nie cieszyłaby, że zamieszka w pięknym słonecznym mieście w USA, zamiast w szarej Polsce z drogami dziurawymi jak ser szwajcarski? Otóż miejsce tego odmieńca zajęłam ja. Nie chodzi o to, że zostawiłam przyjaciół lub chłopaka; wręcz przeciwnie - chłopak okazała się debilem, który mnie zdradza, a przyjaciół raczej nie miałam, ponieważ jeśli mam być szczera, uczyłam się w szkole dla snobów i nikt się nie chciał przyjaźnić z dziewczyną z niebieskimi (dokładnie to turkusowymi) włosami, więc uważali ją za dziwaczkę ... i z wzajemnością - chodziło o to, że rodzice zaplanowali wszystko nic mi nie mówiąc! Co prawda mam od paru miesięcy już skończone osiemnaście lat, ale nie wyprowadzę się z domu, by zamieszkać w Krakowie, jeśli nie będę w stanie sama się utrzymać. Dokończę tu te pięć miesięcy liceum, znajdę pracę i "bay, bay" rodzinko!".
   To wszystko było przez durną pracę ojca... jest policjantem, kiedyś przenieśli go do polski - gdzie poznał moją mamę i wiodą sobie nadal szczęśliwe życie - a teraz kazali mu tu wrócić!
   Usłyszałam jak drzwi się otwierają i docierają do mnie podniesione głosy rodziców, najwyraźniej się o coś kłócili. To dość niezwykłe zjawisko usłyszeć, jak mój tata krzyczy... bo jak na moją rodzicielkę to dość normalne... po kimś w końcu musiałam odziedziczyć charakter, no nie?
   Podeszłam do zamkniętych drzwi mojego pokoju i przyłożyłam drzwi do ucha, by lepiej słyszeć. Co prawda mogłam uchylić lekko drzwi, ale wolałam nie ryzykować. 
   - Nie może tak być! - chyba musiał być naprawdę zły - Ona jest dorosła  i powinna w końcu dorosnąć. - oho. Przerabiali ich ulubiony temat, którym jestem ja. -  Za niedługo kończy szkołę i powinna się opamiętać. Nie może w tylko w kółko chodzić na strzelnice i jeździć na tej swojej maszynie do zabijania!!!
   Naprawdę nie pojmuję, czemu on tak nazywa mój kochany motor, który z resztą sam mi kupił - pewnie za namową mamy - miesiąc temu, jak tylko uzyskałam na niego prawko. A to o strzelnicy jest już kompletnie nie do zrozumienia. Pracował jako policjantem i zamiast, jak normalny rodzic się cieszyć, że jego jedyna córka interesuje się, czymś związanym z jego pracą, cały czas miał problem. Czy to złe, że chcę strzelać z broni? Uwielbiałam to robić i w najmniejszym wypadku nie zamierzałam przestać.
   - Daj spokój! Przecież ona ma jeszcze czas! - moja matka mnie broni, a tata atakuje... to naprawdę dziwne, ponieważ zazwyczaj jest całkowicie odwrotnie. 
    Szybko zaczęli mnie denerwować. Wstałam, otwarłam drzwi i ruszyłam w stronę kuchni, by przerwać ich kłótnie i napić się czegoś. Kiedy weszłam, zapanowała całkowita cisza. Oboje byli czerwoni ze złości na twarzy.
   Chwyciłam z lodówki puszkę Sprite'a.
   - Mogę pojechać na strzelnicę? - zapytałam jak gdyby nic się nie stało i od razu zostając spiorunowana wzrokiem, przez tatę.
   - Jasne, że tak. Tylko nie siedź za długo. - moja mama jako jedyna zdążyła się opanować.
  - Wrócę za dwie godziny. - i szybko wychodzę, dopijając po drodze napój, zanim ojciec zdąży się odezwać.
   Wsiadłam na mój kochany motor, zakładam kask i z radością słucham jak budzi się do życia. Ten dźwięk nie ma prawa się znudzić.
  Mknę radośnie przez drogę ciesząc się przejażdżką, a piętnaście minut później zatrzymuję się pod moim ulubionym miejscem w całej Ameryce. Na progu wita mnie pan Darvis - przyjaciel taty, prowadzący strzelnice. Był póki co, jedyną osobą z tego kraju, którą w miarę polubiłam.
  - Witam Anastazjo. Strzelamy dzisiaj? To co ostatnio? - to chyba było pytanie retoryczne... po co inaczej bym tu przyjeżdżała? Ale na wszelki wypadek kiwam głową - Ile będziesz?
  - Godzina. Zostałabym dłużej, ale chciałabym coś jeszcze zrobić. - tym "cosiem", szczerze mówiąc, była bezcelowa jazda po mieście przez jakiś czas.
  - Dobra. Stanowisko piąte. I pamiętaj... nikomu ani słowa. - mrugnął do mnie.
  To była strzelnica należąca do policji, więc normalnie nie mogłabym tu być, ale pan Darvis pozwalał mi przychodzić tu w godzinach kiedy jest całkiem pusto i strzelać.
~*~
  Jechałam do mojego domu, kiedy usłyszałam dźwięk duszącego się silnika.
  TYLKO NIE TO!
  Zjechałam na parking obok plaży i przyjrzałam się mojemu kochanemu motorowi. Wszystko wyglądało dobrze... cholera! I jak miałam teraz wrócić?  Za daleko, żebym doszła na nogach.
  Kopię bezsilnie w koło sfrustrowana. Nie miałam pojęcia co mogło się z nim stać.
  Chciałam zadzwonić do rodziców i poprosić ich, by przyjechali po mnie, ale nie mogłam znaleźć komórki. Podwójna cholera!  Pewnie zostawiłam ją w domu. Czy może być jeszcze lepiej?
  Postanowiłam, że pójdę na plażę, by usiąść na chwilę i pomyśleć co dalej... Okazało się, że jedynymi osobami poza mną jest jakaś para pochłonięta rozmową. Ładna brunetka i chłopak z fińską urodą. Hmm... był całkiem przystojny.
  Boże...! O czym ja myślę? Nie wiem jak wrócić do domu, a obchodzi mnie, że zajęty chłopak jest przystojny. Żałosna jestem...
  Siadam w lekkim oddaleniu od zakochańców, zaczynam gorączkowo myśleć i nagle dolatują do mnie ich słowa.
  - Myślałem, że mamy to już za sobą - głos chłopaka jest przepełniony bólem, a ja od razu zaczynam słuchać - mówiłaś, że mnie kochasz... że przez ten cały czas mnie kochałaś. Co się zmieniło?
  - Oh... Jem... naprawdę nie mogę ci tego robić. Kocham cię, ale jego nadal kocham. - Czyli zrywali? Wow... zaczynało być ciekawie... tylko kto to ten trzeci? - Nie chcę, żebyś musiał przeze mnie cierpieć. On był dla ciebie jak brat... Nie mogę, po prostu nie mogę.
  - Wiem, ze go kochasz i nie mam nic przeciwko, ja też go kocham. - Halo! Co to miało być? Tania opera mydlana? Jak można nie mieć w tej chwili nic przeciwko?! A może oni żyją w jakimś chorym związku.
  - Tessa... proszę... Nie możesz mnie zostawić. Jesteś całym moim światem...  - Skąd on się urwał? Z XVIII wieku, że w takim wieku pitolił o całym świecie??? Nie no... to chore... Ale współczułam mu trochę.
  - James! Nie mogę, nie rozumiesz?! Nie mogę! - Tess wstała i uciekła, zostawiając go samego. Jem wyglądał jak wrak człowieka... chyba mu na niej zależało... biedny.
  - Mogę się dosiąść? - aż podskoczyłam na dźwięk tych słów. Spojrzałam w górę. Jakiś chłopak stał nade mną, uśmiechając się. Wyglądał na jakieś dwadzieścia lat. Był opalony, miał krótko ścięte włosy i niebieskie oczy. Kiwnęłam głową i spojrzałam na miejsce przed chwilą siedział porzucony chłopak... nie było po nim ani śladu... zupełnie jakby rozpłynął się w powietrzu.
  Nieznajomy też spojrzał w tamto miejsce, marszcząc brwi.
  - Coś się stało?- zapytał lekko zdziwiony.
  - Pytasz o dobre, czy złe rzeczy... a nie chwila. Są same złe. - odparłam naburmuszona.
  - Dożo wyjaśniłaś i dodatkowo promieniejesz radością. - odparł z uśmiechem.
  - Wybacz. Po prostu dzisiejszy dzień jest do dupy. Dodatkowo zepsuł mi się motor i nie mam jak wrócić do domu.
  - Jeśli będziesz chciała mógłbym zobaczyć co z nim. - zaproponować, a ja poczułam się lekko speszona. Czwarte zdanie, a on już proponuje mi pomoc. A nawet nie znam gościa!
  Znasz się na motorach? - zapytałam i tak to się zaczęło... kiedy spojrzałam na zegarek przypięty na nadgarstka znieruchomiałam. DO JASNEJ!!! SZÓSTA!!!!
  Szybko dukam jakieś słowa o tym, że jestem spóźniona i uciekam, a dopiero na parkingu  przypominam sobie, że coś jest z motorem. Niech to szlag!
  - Na pewno nie chcesz, żebym spojrzał? - odwracam się i znowu widzę tego chłopaka.
  - A mógłbyś? - pytam z nadzieją na co on kiwa głową i podchodzi do mojego skarbu.
  Majstrował tam chwilę i nakazał uruchomić motor. 
  DZIAŁA!!!! TRZEBA OGŁOSIĆ ŚWIĘTO PAŃSTWOWE!!!
  - Dziękuję. Dziękuję. Dziękuję. - powtarzałam w kółko - jak mogę ci się odwdzięczyć?
  - Daj mi swój numer. 
  Hm... dać? Rodzice pewnie się wkurzą, że rozdawałam swój numer na prawo i lewo. No więc wybór jest łatwy.
  Po chwili jadę do domu z numerem Phila (bo tak właśnie on się nazywał) w kieszeni.
  Oczywiście czekało mnie piękne powitanie... 
_________________________________________________

Jak się podoba początek? Co myślicie? :3
Proszę o szczere opinie ^^
Pomaga mi moja żona - Czarna :D

3 komentarze:

  1. Bardzo mi się podoba :)
    Czekam z niecierpliwością na ciąg dalszy i życzę dużo weny ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Supeer ! :D Podobaa mi się *.* Pisz dalej ! xdd

    OdpowiedzUsuń
  3. Cudooo <3 Chcę kolejny rozdział!!!

    OdpowiedzUsuń